Chichicastenango

Niewielkie Chichicastenango ożywa dwa razy w tygodniu ( w niedzielę i czwartek ), w dni targowe. Indianie z sąsiednich wiosek zjeżdżają do miasta w dzień poprzedzający targ i wieczorem zaczynają budowanie swoich straganów. Następnego dnia od świtu miasto staje się nie do poznania. Na głównym placu i każdej z sąsiednich ulic, rozpychają się setki stoisk.

 

Na obrzeżach targu, znajdziemy produkty skierowane do turystów. Na stosach piętrzą się głównie wzorzyste tkaniny we wszystkich kolorach tęczy, drewniane, malowane maski, ozdóbki z gliny, torebki, paciorki i plecione bransoletki. W środku targu, rozłożyła się część spożywcza i wszelka chińszczyzna. Każdy głośno zachwala swoje produkty, ale napastliwa bywa tylko część turystyczna.

image

Chichicastenango

W niedzielny dzień targowy, pod morzem straganów nie sposób dostrzec dawnego uroku placu. Hiszpańska fontanna szczelnie obudowana jest budami. Z chaosu wyłaniają się tylko dwa bielone kościółki, zbudowane po przeciwnych stronach placu. Przed większym z nich pali się ogień, z którego miejscowi biorą węgle używane do odprawiania majańskich rytuałów. Dym z kadzideł przesłania wejście do świątyni świadcząc o odprawianych modlitwach. Jego zapach miesza sie z wonią kwiatów sprzedawanych na schodach kościoła. W dole przekupki przekrzykują się na straganach.

Chichicastenango

Następnego dnia plac pustoszeje i prawdopodobnie nie zostalibyśmy w Chichi dłużej, niż wymagałoby tego obejrzenie miejscowego cmentarza w “technikolorze”, ale mamy szczęście załapać się na lokalne święto, które okazuje się najdziwniejszym świętem, jakie kiedykolwiek widzieliśmy.

W poniedziałek, 8 grudnia, w mieście obchodzone jest święto Matki Boskiej.

Dzień rozpoczyna się paradą na placu. Zastanawialiśmy się przez chwilę co, w tym kontekście, może kryć się pod nazwą Taniec Kreskówek. To co widzimy następnego dnia nikogo nie pozostawiłoby obojętnym.

Niedowierzanie miesza się z rozbawieniem. 

image

image

image

 

Na środku placu, w rytm skocznych piosenek wyśpiewywanych przez zespół marimba, tańczą postacie z różnych bajek. Są elfy z Władcy Perścieni, Kapitan Hook, Wolverin, bohater Soku z Żuka, mega pluszowa papuga i gromadka bliżej niezidentyfikowanych, radosnych stworów. Naszym ulubieńcem był jednak ogromny, spasiony krab 🙂

Muzyka wyje. Orientujemy się, że dobiega z ciężarówki wypakowanej po dach dziesiątkami kolumnowych głośników, spiętych ze sobą.

Miejscowi bawią się świetnie.

image

 

Wkrótce wesoło podrygujące kreskówki ustępują miejsca postaciom w groteskowych maskach, poprzebieranym w tradycyjne stroje z różnych regionów Gwatemali. Tańce ruszają z nową energią i trwają jeszcze wiele godzin.

A my nadal nie bardzo możemy uwierzyć własnym oczom i zachodzimy w głowę co Matka Boska ma wspólnego z kreskówkami 🙂

image

image