San Juan Chamula. Na ból głowy 13 żółtych świec.

Piękne miasteczko San Cristobal de las Casas, położone jest w górach na wysokości około dwóch tysięcy metrów. Czaruje brukowanymi uliczkami i kolorowymi domkami pokrytymi dachówką. To miejsce zachęca do leniwego włóczenia się całymi godzinami i zaglądania do licznych kafejek i sklepików z “artesanas”. Ludzie są uśmiechnięci, chętnie nas zagadują i pomagają.
Na głównym placu wybudowano przepiękną katedrę, a kilka ulic dalej, jeszcze okazalszy konwent Santo Domingo. Przed świątynią ulokował się ruchliwy targ, na którym autochtoni sprzedają swoje rękodzieło.

San Cristobal de las Casas

 

Indianie, których można spotkać na targu i na ulicach San Cristóbal, należą do plemion Tzotzil i Tzeltal. Są podobni z urody, ciemnoskórzy, krępi o czarnych gęstych włosach. Można ich rozróżnić po odmiennych strojach, obyczajach i języku. Pochodzą z małych górskich wiosek rozrzuconych wokół San Cristóbal.

Odwiedzamy jedną z nich – San Juan Chamula, 30 minut jazdy od San Cristobal. Na głównym placu co niedzielę odbywa się tu indiański targ, na który ciągną tłumy turystów.

image

 

Na miejscu można odnieść wrażenie, że niekończący się strumień wycieczek nie zrobił temu miejscu dobrze. Z każdej strony napadają nas kobiety i dzieci sprzedające różnorakie paciorki i plecionki. Przy braku zainteresowania kupnem, ich entuzjazm szybko przeradza się w zwykłą obojętność. Nie pozwalają też robić sobie zdjęć. O zakazie ostrzega nas już kierowca colectivo. W internecie można zobaczyć zdjęcia z targu, ale nie warto ryzykować. Indianie na sam widok aparatu zasłaniają się i odwracają plecami, a na turystów nieszanujących zakazu czekają srogie kary.

Indianie ubrani w tradycyjne, wełniane stroje, wyglądają intrygująco. Kobiety noszą czarne, włochate, długie spódnice i białe lub niebieskie, śliskie koszule we wzory. Mężczyźni ubierają się w bawełniane koszule i spodnie oraz długie, białe lub czarne tuniki z wełny.

Jednak to co najbardziej zaskakuje w San Juan Chamula to kościół. Z zewnątrz pięknie bielony, z kontrastującym niebiesko-zielonym portalem. W środku obowiązuje oczywiście całkowity zakaz fotografowania. Szybko okazuje się czym jest to spowodowane.

San Juan Chamula

 

Wewnątrz świątyni panuje półmrok. Wchodzących wita gęsty dym. Szybko rzuca się w oczy brak ław. Indianie siedzą na kamiennej posadzce, na której rozrzucone jest świeże siano. Przed sobą palą rzędy różnokolowych świec. Ich ilość i kolor odpowiadają różnym intencjom, często takim jak odegnanie choroby czy złych duchów. Intensywna woń płonących świec miesza się z zapachem siana.
Pod ścianami stoją przeszklone gabloty z figurami świętych, o woskowych twarzach i kolorowych, błyszczących strojach. Indianie długo i rytmicznie mamroczą coś w swoim języku (Tzotzil). Modlą się, ofiarowując w kościele jajka, żywe kurczaki, butelki z alkoholem. Alkohol z kukurydzy i napoje gazowane typu Cola, pomagają im nawiązać kontakt z zaświatami.

Ich tradycyjne wierzenia połączyły się z religią przywiezioną przez konkwistadorów. Dawnych bogów ubrali w nowe szaty i zmienili ich wygląd, ale patrząc na kościół w Chamula, nie możesz być pewny czy Jan Chrzciciel nie jest tu równocześnie Kukulcanem, bogiem wiatru i wody. W końcu wielu bogów majańskich miało również podwójną naturę.
Patrząc na odprawiane przez indian rytuały, czujemy się jakbyśmy podglądali inny świat. W teoretycznie katolickim kościele czujemy się jak intruzi, jak obcy, którzy wkroczyli do ich świata.

image  image

Po lewej – Znachorzy używają w kościele do leczenia i oczyszczania ludzi następujących elementów: kwiaty, świece, krzyż, modlitwa,  posh (alkohol z kukurydzy), napoje orzeźwiające 🙂

Po prawej – taryfikator świec – ile w jakim kolorze należy zapalić w danej intencji, np na wymioty, biegunkę i bóle głowy 13 świec czerwonych, białych lub żółtych 🙂

źródło: muzeum Medycyny Majów