Bariloche i kraina 7 jezior

Kolejne 20 godzin w autobusie przeniosło nas w zupełnie inny świat. Sucha i płaska jak stół pampa ustąpiła miejsca skalistym górom, jeziorom i zielonym, nawet o tej porze roku, lasom. Klockowate, nieciekawe domy z Puerto Madryn zostały zastąpione przez “szwajcarskie” wille, a półki sklepowe zapełniły się tonami czekolady.
Bariloche i rejon 7 jezior nie bez powodu nazywany jest argentyńską Szwajcarią. Zupełnie inny od reszty kontynentu, bardziej przypomina europejskie Alpy niż inne góry Ameryki Południowej, a lokalna kultura stworzona przez emigrantów z Niemiec, Austrii i Szwajcarii przywodzi na myśl alpejskie miasteczka, i tylko ten hiszpański jakoś nie bardzo tu pasuje.

W okolicy nie sposób się nudzić, niezależnie od pory roku. W lecie na odkrycie czeka wiele górskich szlaków, pieszych i konnych oraz małych malowniczych wiosek. Bardzo popularne jest zwiedzanie okolicy na rowerze górskim, a zmotoryzowani z pewnością powinni pokonać “Ruta de los 7 Lagos” – jedną z najbardziej malowniczych dróg w kraju wiodącą do San Martin de los Andes. Trasę tą można przejechać również autobusem, ale niestety bez możliwości zatrzymania się w najbardziej malowniczych miejscach.

Gdy spadnie śnieg, jak przystało na zimową stolicę, Bariloche jest oblegane przez narciarzy. Pobliskie Cerro Catedral poza doskonałymi trasami narciarskimi oferuje rozległe widoki. Otwarte pozostaje również jedno z górskich schronisk. Szlak do Frey’a nie jest wymagający ( choć w mieście przekonują, że bez raków ani rusz). Poza widokami warto tu zawitać dla atmosfery, godzin spędzonych na piciu mate z opiekunem schroniska i dla wszędobylskiego kota Emilio.

image

image

image

image

image

image

image

image

image