Trzęsienie ziemi

Wieczorem 16 września siedzieliśmy w wynajętym pokoju, w starym, rachitycznie wyglądającym domku jakich pełno w portowym Valparaiso.

Nagle poczuliśmy lekkie drżenie podłogi i delikatne trzeszczenie drewnianych ścian. Dziwne drgania podobne do samolotowych turbulencji nie znikały, lecz narastały z każdą sekundą.

– To chyba trzęsienie…….?!
– Na to wygląda…. – coraz bardziej bujające się łóżko i kiwająca się pod sufitem lampa nie pozostawiały złudzeń, że coś się dzieje.

Chile to jeden z najbardziej aktywnych sejsmicznie krajów więc sam fakt trzęsienia ziemi nie wydał nam się szczególnie zaskakujący. Gdy jednak wstrząsy się nasiliły, na ścianie zaczął tańczyć obraz, a z sufitu sypać się tynk poczuliśmy się nieswojo.
– Wychodzimy!
Zbiegliśmy szybko po drewnianych schodach naszego ponad stuletniego domu z zamiarem opuszczenia budynku. Po drodze zatrzymali nas jednak gospodarze.

– Stańcie w drzwiach. To najmocniejsze miejsca w domu, na zewnątrz jest niebezpiecznie, mogą pozrywać się kable elektryczne.

Nie było czasu na przemyślenia , zrobiliśmy jak nam poradzono i czekaliśmy na dalszy rozwój wypadków.
Lekka konstrukcja z drewna, gliniano-słomianych cegieł i blachy falistej chwiała się, trzeszczała, z sufitu sypał się tynk, ale budynek doskonale amortyzował wstrząsy. Jak się później dowiedzieliśmy, przetrwał już niejedno bardzo silne trzęsienie.

Wstrząsy trwały jakieś trzy minuty. Gdy ustały w całej okolicy rozległy się świdrujące w uszach alarmy tsunami nadawane przez…… smartfony. Ich charakterystyczny dźwięk do złudzenia przypominał filmowe ostrzeżenia o rychłym wybuchu elektrowni jądrowej…… Wyglądało na to, że każdy mieszkaniec miasta ma u siebie zainstalowaną taką aplikację….
Nasz domek, podobnie jak większość położonego na wzgórzach miasta był jednak bezpieczny.

Tego dnia jeszcze dwa razy chroniliśmy się we framugach dzwi, bo wstrząsy wtórne również były dość silne.

Późnym wieczorem wyszliśmy zobaczyć jak wygląda miasto po trzęsieniu. Na szczęście nigdzie nie było widać zniszczeń. Na ulicach zaskoczyła nas za to atmosfera….. pikniku. Muzyka płynąca z radyjek, głośne rozmowy i jedzenie. Sporo spacerowiczów, grupki dyskutantów, goniące się dzieci, ludzie z nosami przy komputerach, kucharze w białych kitlach i kelnerzy stojący przed restauracjami. Raz po raz spotykaliśmy ludzi ze swoimi pupilami zabranymi z domu. Część zwierzaków siedziała w klatkach, część wylegiwała się na przyniesionych kocach…
Dopiero gdy doszliśmy do skraju wzgórza, z tarasu widokowego usłyszeliśmy komunikat o ewakuacji dolnej części miasta i wyjące raz po raz syreny. Rzut oka na położone niżej ulice nie pozostawiał wątpliwości, że ta część Valparaiso została opuszczona, a sporo z napotkanych przez nas ludzi to uciekinierzy z zagrożonych rejonów. Nie przyszło nam wcześniej na myśl, że “piknik” był w istocie całonocnym oczekiwaniem na odwołanie alarmu tsunami i bezpieczny powrót do domów. Mieszkańcy nie zdradzali jednak żadnych objawów paniki czy chociażby zdenerwowania. Sprawiali wrażenie lekko podeksytowanych, a ich ożywienie niczego nieświadomy turysta mógłby przypisać równie dobrze właśnie rozgrywanym meczem miejscowej drużyny lub innym gorącym tematem dnia.
Prawdziwą przyczynę ich ożywienia zrozumieliśmy następnego dnia…

image

Musieliśmy mieć niewyraźne miny, gdy z samego rana zasypały nas powtarzane we wszystkich mediach komunikaty o niezwykle silnym trzęsieniu ziemi w Chile. 8,3 stopnia w skali Richtera z epicentrum położonym zaledwie ok 250km od Valparaiso. Na całym wybrzeżu ogłoszono alarm tsunami i ewakuowano milion osób. Zasięg był tak duży, że wstrząsy odnotowano w Buenos Aires, a ostrzeżenie o tsunami dostały między innymi zachodnie wybrzeże USA i wyspy położone po drugiej stronie Pacyfiku.
Do tej pory zupełnie nie zdawaliśmy sobie sprawy z powagi sytuacji. Przy śniadaniu dowiedzieliśmy się również o przebiegu pośpiesznej ewakuacji dolnej części miasta, wywożeniu ludzi wszystkimi dostępnymi samochodami w położone wyżej bezpieczne rejony, chaosie i panice na dworcu autobusowym. Szczęśliwie w Valparaiso nic poważnego się nie stało. Tego dnia ucierpiało jednak sporo innych miejscowości. Wstrząsy i kilkumetrowe fale zniszczyły wiele budynków, a kilkanaście osób w kraju straciło życie. Nagłówki gazet krzyczały “najsilniejsze trzęsienie w Chile od pięciu lat”, a my zaczęliśmy cieszyć się, że nie skończyło się jak w 2010 roku, gdy 9 stopni w skali Richtera spowodowało ogromne zniszczenia, falę tsunami i śmierć kilkuset osób.

Mniejsze i większe (6-7 stopni) wstrząsy wtórne odczuwaliśmy wciąż przez kolejne dni, również w Santiago. W nocy budziło nas nagle stukanie drzwi i okiennic, trzeszczenie ścian i dziwne wrażenie leżenia na falującym, wodnym materacu. Za każdym razem czuliśmy niepokój i wielokrotnie potem zastanawialiśmy się czy naprawdę Chilijczycy mogą do tego przywyknąć.

.
 Zdjęcie tytułowe pochodzi z http://www.teleamazonas.com. Mapka z http://wwww.kotła.com