Smaki Argentyny – tego trzeba spróbować !

Chyba nie ma na świecie osoby, której Argentyna nie kojarzyłaby się z soczystą wołowiną i winem. Nie jest to jednak wszystko co kraj ten ma do zaoferowania….. Argentyńskie jedzenie podbiło nasze serca i żołądki.

Zaczynamy od dań głównych i napojów. W następnym wpisie zapraszamy na deser, czyli słynne argentyńskie słodkości 🙂

 

Mate

image

Dokładnie yerba mate, pita jest w specjalnym naczyniu zwanym rownież mate, najczęściej zrobionym z konkretnego rodzaju wydrążonej dyni (chociaż występują też naczynia ceramiczne, drewniane, metalowe czy szklane). Te z naturalnych materiałów wchłaniają aromat mate i z czasem dzięki nim napój zyskuje na smaku. Mate pije się przez bombill’ę, metalową słomkę zakończoną siteczkiem, żeby nie wciągać fusów. Bombilla nie służy do mieszania i w złym tonie jest przesuwanie jej w trakcie picia mate.

imageimage
Podobnie jak picie herbaty w Japonii, picie mate w Argentynie ( jak również w Chile, Paragwaju i Urugwaju) to cały rytuał. W Argentynie wysuszone zioło nasypuje się do tykwy do 3/4 wysokości i lekko stuka się w naczynko aby uleciał pył. Jeśli tego nie zrobimy mate będzie jeszcze mocniejsza. Następnie przechylamy naczynie żeby proszek opadł na jedną stronę, a po przeciwnej ściance wlewamy gorącą wodę (nigdy wrzątek!) i wsuwamy do środka bombill’ę. Dzięki temu część zioła pozostanie sucha na później. To samo mate pije się bowiem przez wiele godzin. Tak jak przy parzeniu herbaty, pierwsze “zalania” są najmocniejsze, czyli najbardziej gorzkie. Niektórzy dodają do napoju cukier, ale tradycjonaliści powiedzą, że to profanacja.
Picie mate to czynność społeczna. Mistrzem ceremonii jest Cebador, osoba która przygotowuje tego dnia mate i tylko on może dolewać do niej wodę. Podaje naczynie pierwszej osobie, koniecznie rurką zwróconą do gościa, a ten nieśpiecznie wypija całą zawartość, po czym oddaje tykwę nalewającemu. Ten ponownie dolewa i podaje kolejnej osobie. Należy poczęstować każdego. Jeśli nie mamy ochoty się napić wystarczy grzeczne “gracias”, ale prawdziwy Argentyńczyk mate nie odmawia.

image

 

Parilla

image

Argentyna słynie z wołowiny i steków. Mięso krów pasących się na zielonej pampie cechuje wyjątkowy smak, delikatność oraz niska zawartość tłuszczu. Smutna prawda jest jednak taka, że o krowy, nie karmione mączkami i hormonami, nawet w Argentynie jest coraz trudniej. Rząd subsydiuje szybszą, masową produkcję, jednocześnie narzucając niskie ceny sprzedaży mięsa, co sprawia, że z jednej strony jakość wołowiny spada, a z drugiej coraz mniej opłaca się w ogóle bydło hodować. Przyszłością rolników staje się obecnie uprawa soi.

Zostawmy jednak dygresje.

Z Argentyny nie można wyjechać bez spróbowania jej steków. Nie jest to jednak takie łatwe. W restauracjach z parilla, czyli specjalnym grillem, wybór mięs przyprawia o zawrót głowy. Większość nazw, nawet przetłumaczona na angielski, nic przeciętnemu degustatorowi nie powie, zwłaszcza gdy pochodzi z kraju, w którym tak naprawdę trudno o przyzwoity kawałek wołowiny z krów mięsnej rasy. W Polsce nigdy nie przepadaliśmy za wołowiną, nawet po długiej obróbce zazwyczaj była gumiasta i nawet w niezłych restauracjach nie wzbudzała naszego zachwytu. Rzadko widywane w menu czy sklepach steki, zazwyczaj były nieziemsko drogie.

W Argentynie, dla takich laików jak my, restauracje przygotowują małą ściągawkę. W karcie lub na ścianie wisi zazwyczaj obrazek z rozbiorem krowy (serio!).

image

Jeśli, tak jak nam, anatomia krowy niewiele Wam mówi, najlepiej chytrze zapytać kelnera co poleca szef kuchni. W tej sytuacji najczęściej otrzymamy jeden z najdelikatniejszych, rozpływających się w ustach kawałków Bife de lomo ( polędwica wołowa) czy Bife de chorizo ( polędwica krzyżowa). Bezpiecznym wyborem będzie rownież Ojo de Bife ( Ribeye, po naszemu bodajże antrykot) lub Bife de costilla (T-bone, czyli polędwica i rostbef oddzielone kością). Steki podawane są wedle zamówienia, najczęściej a punto ( średnio wysmażony), czasami jugoso ( krwisty) lub bien hecho ( dobrze wysmażony), rzadziej vuelta y vuelta ( prawie surowy). Mięsa są miękkie i soczyste. Podeszwy w tym kraju nie dostaniemy 🙂

Do mięsa podawana jest zazwyczaj salsa criolla (oliwa z drobno pokrojonymi kawałkami pomidora, papryki i cebuli) lub chimichurri (sos z oliwy, pietruszki i czosnku).

Jeśli chcielibyście spróbować za jednym razem kilku różnych kawałków, zamówcie parilladę. Olbrzymia porcja mięs przeznaczona jest dla minimum dwóch, bardzo głodnych, osób lub pary Argentyńczyków, bez problemu potrafiących sprzątnąć z talerza kilo mięsa. Turyści zazwyczaj odpadają w przedbiegach, spróbowaszy zaledwie po jednym steku na głowę. Zamawiając mieszankę mięs należy jednak pamiętać, że najczęściej dostaniemy też flaczki (chinchulines), kaszankę ( morcilla) lub inne, czasem “podejrzane” kawałki.

Inną okazją do spróbowania różnych części słynnych krów jest asado. Jeśli będziecie mieli szczęście otrzymać od znajomych Argentyńczyków zaproszenie na asado, imprezę grillową na świeżym powietrzu, warto skorzystać. To również ciekawe doświadczenie kulturowe. Przyrządzanie grilla podniesiono tu bowiem do rangi prawdziwej sztuki.

image
Vino tinto

image

Dobra wołowina nie może się obejść bez towarzystwa czerwonego wina. Argentyna jest zaś znana na świecie z produkcji kilku wspaniałych szczepów, w tym aromatycznego malbec. Najsłynniejsze winnice znajdują się w okolicy Mendozy i Cafayate, gdzie lokalny mikroklimat nadaje winogronom niespotykany gdzie indziej smak. Na winach, podobnie jak na wołowinie, zupełnie się nie znamy, a wina czerwone traktowaliśmy zawsze po macoszemu, ale smak tych argentyńskich, zwłaszcza połączony z dobrym stekiem, zasługuje w naszej opinii na podium.

O winach pisaliśmy we wcześniejszym wpisie.

 

Choripan con chimichurri

Danie, które pokochaliśmy za… nazwę 🙂 Przepis jest prosty: bułka z kiełbaską chorizo z grilla, najczęściej serwowana z lekko pikantnym sosem chimichurri. Pycha! No i ta lingwistyczna przyjemność z samego zamawiania 🙂

Choripan’a, alfajores (o nich w drugiej części wpisu) i kilku innych specjałów można podobno spróbować w warszawskiej restauracji El Czori.

 

 

No Comments Yet.

Leave a comment

*