Parki Kostaryki – praktycznie

Kostaryka to jedno z najpiękniejszych przyrodniczo miejsc, w jakich byliśmy. Zamiast do bezbarwnych miast warto więc wybrać się do parków narodowych. Kostaryka ma ich około dwudziestu, plus drugie tyle rezerwatów przyrody. Wybór tylko kilku jest niezwykle trudny, a w naszym przypadku dodatkowo ograniczony niewielkim budżetem i brakiem własnego transportu. Parki, do których dotarliśmy, opisujemy poniżej z paroma praktycznymi wskazówkami.

 

Zanim jednak dokonasz wyboru, zwróć uwagę, że Parki Narodowe Kostaryki różnią się kilkoma drobiazgami od tych europejskich:

1. Dosyć często brak do nich publicznego transportu. Poza prywatnymi autami 4×4 lub bardzo drogimi taksówkami, można liczyć tylko na stopa.
2. Ingerencja w naturę ma tu inny wymiar. Szlaki to często wybetonowane chodniki.
3. W większości parków brak studenckich czy emeryckich zniżek dla obcokrajowców ( wyjątek stanowią czasem małe dzieci)
4. Bilet ważny jest zawsze jeden dzień ( brak zniżek na kolejne) i uprawnia do wejścia tylko z jednej strony parku. Jeśli park ma różne, niepołączone sektory/ wejścia to za każde będziemy musieli zapłacić osobno! ( np Arenal lub Rincon de la Vieja)

 

Rezerwat Santa Elenta / Park Narodowy Monteverde

image

 

Miasteczko wypadowe do obu parków przygniotło nas ilością reklam z ofertami różnych atrakcji turystycznych, dodajmy dobrze wycenionych atrakcji. Osoby z zasobnym portfelem, znalazłyby tu zajęcie przynajmniej na tydzień. Poza dwoma parkami narodowymi, mnóstwo tu motylarni, herpetarium oraz adrenalinogennych atrakcji takich jak rafting, ziplining (tyrolka), nocne wycieczki z przewodnikiem po buszu i wiele, wiele innych.
Naszym dylematem był wybór pomiędzy parkiem Monteverde i rezerwatem Santa Elena. Do obu nie mogliśmy się wybrać. Po długim szperaniu w internecie na różnych forach, nie byliśmy ani trochę mądrzejsi. Ostatecznie po kilku rozmowach z miejscowymi zdecydowaliśmy się na rezerwat Santa Elena. Tańszy, mniej popularny, a jak wszyscy twierdzili: “las ten sam”. Wybór okazał się bardzo słuszny bo udało nam się uniknąć tłumów i wybetonowanych ścieżek. Dodatkowo mieliśmy szczęście spotkać niezwykle rzadkiego Quetzal’a i cierpiącą na zaburzenia snu Tarantulę. Pająki te są aktywne w nocy, a nasz egzemplarz jakby nigdy nic spacerował sobie za dnia. Sam spacer po lesie mglistym był też przyjemnością.

 

image

Dojazd: z Santa Elena, dalej busikiem pod sam park ( 4 USD w obie strony, kursy kilka razy dziennie)

Cena: 20 USD za Monteverde, 14 USD za rezerwat Santa Elena ( wyjątkowo są 50% zniżki dla studentów)

 

Park Nardowy Wulkan Arenal

image

Wejście na sam wulkan nie jest dozwolone. Dostępne są tylko szlaki u jego podnóża, z widokiem na pola zastygłej lawy. Dwa, oddalone od siebie o 5 minut marszu, wejścia do tego samego parku, ale na różne, niepołączone ze sobą szlaki, to niestety konieczność podwójnej zapłaty. Na pierwszym, dłuższym odcinku (ok 8 km szlaków) zapłacimy 10 USD, przy kolejnym wejściu już 15 USD.
Zamiast krótkiego i dosyć drogiego spaceru, my wybraliśmy opcję trzecią, czyli dotarcie do Observatory Lodge, hotelu położonego około 10 km w górę od głównej drogi. Niestety jeżdżą tam prawie wyłącznie taksówki. Po dłuższej chwili łapania stopa, nadjechał pusty busik. Oczywiście za podwiezienie zarządał pieniędzy i ostatecznie stanęło na 3 USD od osoby.

Z Observatory Lodge pól lawy nie zobaczymy, ale od hotelu sieć szlaków prowadzi między innymi na Cerro Chato, do niewielkiego, wygasłego wulkanu z jeziorkiem w kraterze. Stamtąd można zejść bezpośrednio do La Fortuny, co oszczędza problemów z wczesnym powrotem z Arenal jedynym dostępnym autobusem.
Wejście na teren hotelu kosztowało nas 8 USD od osoby, ale zostaliśmy bezzasadnie postraszeni, że schodząc na drugą stronę góry, do La Fortuny będziemy musieli zapłacić dodatkowo za przejście przez kolejny prywatny teren. Jeżeli z krateru chcielibyśmy wrócić do Observatory Lodge i zjechać na dół, pozostałaby nam jazda taksówką do la Fortuny za 30 USD lub spacer ponad 10km i łapanie stopa. Tyle na temat przyjaznych rozwiązań dla turysty.

Dojazd: z La Fortuna, jeden autobus dziennie i jeden powrotny
Z przystanku do wejścia trzeba przejść 2 km lub 10 km do Observatory Lodge

Cena: 10 USD, 15 USD lub 8 USD przez Observatory Lodge (plus dojazd)

 

Park Narodowy Rio Celeste

image

 

Właściwie to Park Narodowy Wulkan Tenorio, ale jego jedyny udostępniony do zwiedzania szlak wiedzie do Rio Celeste, nienaturalnie błękitnej rzeki w środku dżungli. Szlak ma trzy kilometry w jedną stronę i miejscami bywa błotnisty. Warto rozglądać sie na boki i skorzystać z niezawodnej metody podglądania grup z przewodnikiem. Udało nam się dzięki temu zobaczyć zielone żmije rogate.
Osobną przygodą była jazda i powrót z parku. Ponieważ nie ma transportu publicznego musieliśmy liczyć na stopa. W jedną stronę zabrała nas para Szwajcarów, a z powrotem pracownicy parku. Dwóm zabawnym Panom ewidentnie się spieszyło, dzięki czemu mozolne pełźnięcie wyboistą drogą zmieniło się w rajd terenowy z dużą dawką czarnego humoru ilekroć coś nieoczekiwanego pojawiało się na drodze. Tak dobrze nie bawiliśmy się w samochodzie od bardzo dawna.

 

image

Dojazd: z Bijagua, dalej brak publicznego transportu. Trzeba zapłacić za turystyczny busik (15 USD za osobę, min. 4 osoby) albo ustawić się rano na drodze do parku i łapać stopa. My czekaliśmy ponad godzinę, ale udało się.

Cena: 12 USD

 

 

Park Narodowy Wulkan Poas

image

Chyba najłatwiej dostępny i zadeptany wulkan na jakim byliśmy. Do aktywnego krateru z zasnutym dymem jeziorkiem wiedzie, nawet nie betonowa ścieżka, a autostrada z osobną aleją dla każdego kierunku ruchu. Na platformie widokowej spotykamy ostrzeżenia, że bezpiecznie jest na nich przebywać tylko 20 min bo można się nawdychać siarki oraz instrukcje co robić jak wulkan zacznie wybuchać, z kultowym “Nie panikuj” na pierwszym miejscu.
Wulkan ma swoje Visitors Center, sklep z pamiątkami, restaurację i dbającą o klienta obsługę. Naszym idolem został pracownik, którego zajęcie polegało na krzyczeniu “toalety na lewo, do krateru prosto”. Nie żeby znaków i wybetonowanej drogi jak na Morskie Oko nie było.
Słowem przemysł turystyczny pełną gębą, do tego drogo i mało szlaków, ale widok wnętrza krateru niezapomniany.

Dojazd: ze stolicy lub z Alajuela, autobusem miejskim, który wywiezie nas na sam szczyt wulkanu. Z Alajuela mamy do dyspozycji jeden autobus rano i jeden powrotny wczesnym popołudniem. Wydawało nam się, że czasu będzie za mało, szlak jest jednak króciutki i 3 godziny to aż nadto żeby nacieszyć się widokami. Żeby wrócić wcześniej można złapać na stopa auta wracające z parku. Nam udało się już za pierwszym razem.

Cena: 15 USD

 

 

Park Narodowy Manuel Antonio

image

 

Tu zaszaleliśmy, a co! Raz w życiu można mieć swojego przewodnika po tropikalnym lesie. Dzięki temu zobaczyliśmy te małe stworzenia, których gołym okiem nie da się samemu wypatrzeć. Tym razem to my patrzyliśmy przez lunetę na ptaki, biegające po wodzie jaszczurki i kultową kostarykańską zieloną żabę, która w dzień niestety śpi i nie chciała pokazać nam swoich słynnych czerwonych oczu.
Manuel Antonio, z kilkoma plażami, dżunglą i masą zwierząt, to chyba najatrakcyjniejszy park w Kostaryce. W związku z tym należy się spodziewać tłoku, zwłaszcza w weekendy. Po głównym szlaku, ciągną całe tłumy miejscowych z piknikowymi koszami i lodóweczkami, żeby urządzić sobie rodzinny obiad na plaży. Pomimo to, a może właśnie dlatego, nie trudno natknąć się na wszystko kradnące małpy, iguany czy dające się głaskać jelonki. Dodatkowo mnóstwo tu ptaków i motyli, a to wszystko w rajskiej scenerii.
Jak dla nas jeden dzień to trochę za mało żeby w pełni nacieszyć sie tym miejscem. Można jednak trochę przedłużyć sobie przyjemność przebywania w parku. O 16-tej strażnicy zganiają ludzi z plaż, ale można się zaszyć w innych częściach parku lub po prostu bardzo powoli zmierzać do wyjścia. Brama parku pozostaje otwarta, możemy więc spokojnie zostać po godzinach.

 

image

Dojazd: z Quepos, autobusem pod sam park ( kurs co 20 min.)

Cena: 16 USD, przewodnik (2h wycieczka) 20 usd/ osoba ( przy min 4 osobach po 15 USD)

 

 

Park Narodowy Corcovado

image

Corcovado to ponoć 2,5% światowej bioróżnorodności, co w praktyce oznacza setki gatunków zwierząt i ptaków na stosunkowo niewielkim obszarze. Kto by nie chciał tam być?!

Niestety kilka lat temu park stał się nieprzyzwoicie drogi za sprawą zmuszania odwiedzających do wzięcia, zupełnie zbędnego, przewodnika. W Corcovado zatem nie byliśmy, ale skorzystaliśmy z gościnności położonej na jego granicy La Bolity, o czym piszemy w jednym z wcześniejszych wpisów. Las ten sam, zwierzęta te same, miła atmosfera i bonusowo poszukiwacze złota, a to wszystko za 12USD na osobodobę. Można nawet przypadkowo zabłądzić do Parku ( nie jest ogrodzony). Brak tylko plaży, jest za to bezcenne poczucie, że nie daliśmy się nabić w butelkę. Wszystkim chcącym zobaczyć dżunglę, polecamy.

Cena: około 75 USD za dzień, z obowiązkowym przewodnikiem ( jest to jedyny park gdzie nie mamy opcji wyboru), przy czym większość wycieczek jest 2-dniowa

Dojazd: z Puerto Jimenez lub Bahia Drake

Opcja dla oszczędnych: La Bolita Hostel

 

image

 

 

  • e

    Koty zawsze chodzą własnymi drogami. Pomijając konieczność oszczędzania jest to zawsze ciekawsze.

    • Admin

      Lubimy kocie drogi 🙂