Wyspa Kobiet. Niewielki raj

Isla Mujeres leży 20 minut promem od Cancun. Poza kolorowymi domkami, mnóstwem sklepików i hotelików, niewiele sie tam znajduje. No może poza mikro lotniskiem, które jakoś wcisnęli na tej 7-kilometrowej wysepce. Ludzie przyjeżdżają tu dla bajecznych plaż. Morze Karaibskie ma tu podobno aż siedem odcieni błękitu i nie trudno w to uwierzyć.

 

Głównym środkiem transportu są skuterki i…. wózki golfowe. Przestaje to dziwić gdy widzimy je załadowane typową amerykańską rodziną. Skuterek byłby bez szans, a na samochody wyspa jest za mała.

Trafiamy do świetnego hostelu – Poc-na, który poza niezłym pokojem ze śniadaniem, w cenie oferuje hamaki pod palmami, jogę i capoeirę na plaży, hiszpański dla początkujących i co wieczór, beach party do samego rana. Można by się przyzwyczaić do takiego życia, dlatego ściągają tu backpackersi ze wszystkich stron świata, a niektórzy zostają tu na stałe.

Poza plażowaniem wybieramy sie na wycieczkę na drugi koniec wyspy, do ochronki dla żółwi morskich. Można oczywiście wynająć skuterek lub wózek golfowy, ale wybieramy znacznie tańszą opcję, czyli miejski autobus. Mimo, że część miejscowych uparcie twierdzi, ze żadnego autobusu nie ma, a przystanki nie istnieją, udaje nam sie go odnaleźć. Istnieje! Jeden na godzinę, cały dzień objeżdżający w kółko wyspę.

Po wejściu do Turtle Farm ciężko nie westchnąć na widok setki maleńkich żółwików. Obok basenu z maluchami, w kolejnych kilku, dostojnie wiosłują coraz większe okazy. Największe, przygotowujące się już do wypuszczenia na wolność, pływają w morskiej zagrodzie, przy brzegu. Razem z nimi mieszkają niegroźne rekiny – nurse sharks.
Nieświadomy ich obecności turysta, pyta nas:
– Myślicie, ze mogę wskoczyć i popływać z tymi żólwiami?
– Yyy, no nie (to w końcu ochronka). A z resztą, wiesz … tam są rekiny – odpowiadamy, niedbałym gestem wskazując sunący po dnie cień
Nagła bladość i mina niedoszłego pływaka, bezcenna 🙂

W drodze powrotnej, zamiast autobusu łapiemy na stopa wózek golfowy 🙂

image image image  image