Tonga praktycznie

Tonga to królestwo 177 wysp ( plus minus jedna znikająca i pojawiająca się jak królik z kapelusza). Główna wyspa Nuku’alofa mieści stolicę Tongatapu. Poza tym w skład Tonga wchodzą trzy główne archipelagi Ha’apai, Vava’u i Niuas oraz wyspy wokół Nuku’alofa.

 

Tonga to jedyna monarchia na Pacyfiku, a Król jest ogólnie poważany. Mimo prodemokratycznych rozruchów kilka lat temu nic nie wskazuje na to, żeby Tongijczycy mieli zamiar zmienić ustrój.

Tonga jest krajem dość biednym. Prawie niczego nie eksportuje. Niewiele jest tu miejsc pracy, więc poza turystyką i paroma sklepikami, jedyne pieniądze jakimi dysponują Tongijczycy pochodzą od krewnych zza granicy. Nowa infrastruktura, czy budynki powoli odbudowywane po tegorocznym, bardzo silnym cyklonie, to w 99% zasługa pomocy międzynarodowej, Banku Światowego i walczących o wpływy na wyspach Chin i Japonii.

 

image

Pałac Królewski

image

Tegoroczna koronacja nowego króla

image

Efekty ostatniego cyklonu 
 
 

Transport

Na Ha’apai i Vava’u można dostać się promem, który pływa raz w tygodniu. Z Nuku’alofa wypływa zazwyczaj we wtorek wieczór, na Ha’apai dopływa w środę rano, a na Vava’u wieczorem. Wraca tą samą trasą w czwartek rano. Podróż trwa ponad 24h ( czasem kilka godzin więcej). Tyle w teorii. W praktyce ( jak dokładniej pisaliśmy tutaj) należy zostawić sobie na Tongatapu ze 3 dni (poniedziałek-środa) zapasu i tyle samo na powrocie.

image

Samoloty są szybszą i sporo droższą opcją, ale mogą być zbawieniem przy krótkim urlopie. Niestety jeśli pogoda się popsuje loty mogą zostać odwołane na kilka dni. Najlepiej więc zarezerwować sobie dużo czasu na powrót na główną wyspę aby mieć pewność, że nie przegapimy swojego lotu do domu.

Dotarcie na najbardziej oddalony archipelag Niuas możliwe jest tylko dla wytrwałych. Prom dociera tam raz na miesiąc, a i to nie zawsze 🙂 Loty niestety zawieszono. Jeśli ktoś ma przynajmniej dwa miesiące wolnego, na pewno warto 🙂

Na wyspę Eua, położoną niedaleko Tongatapu codziennie, poza niedzielą kursuje prom, chociaż i ten dość często odwołują lub przesuwają terminy. Najlepiej dopytać w porcie dzień przed wypłynięciem.

Transport publiczny istnieje jedynie na głównej wyspie, Nuku’alofa ( i częściowo na Vava’u), ale jak łatwo się domyślić, nie jeździ według rozkładu. Tongijczycy jednak bez problemu podwożą turystów. Na Vava’u i Nuku’alofa jeżdżą też oficjalne taksówki, ale prosząc kogoś o zamówienie taxi bądźmy przygotowani, że zabierze nas mąż, kuzyn czy inny krewny zapytanej osoby. Stawka oczywiście będzie ta sama, co oficjalna.

Żeby zwiedzić Nuku’alofa lub Vava’u można wynająć auto. Przy dwóch osobach jest to rozwiązanie znacznie tańsze ( już od 40 TOP) niż zorganizowana wycieczka wokół wyspy. Wbrew informacjom z przewodnika nie musieliśmy posiadać lokalnego prawa jazdy ( co wiąże się z wizytą z dokumentami w urzędzie i opłatą), właściwie nie musieliśmy mieć niczego ( dokumentów, kaucji, spisanej umowy). Auto wypożyczaliśmy od właścicieli pensjonatu, w którym mieszkaliśmy (Nerima Lodge w Nuku’alofa) i jedyne pytanie jakie padło, to czy umiemy jeździć 🙂
Dobrym pomysłem jest połączenie tego samego dnia wycieczki po wyspie i nocnego show na Oholei Beach (o czym poniżej). Auto często można oddać późnym wieczorem, a w ten sposób oszczędzimy na transporcie na spektakl (ok 15 TOP od osoby), czyli auto wychodzi nam półdarmo 🙂

 

Noclegi

Zdecydowana większość noclegów na Tonga nie należy do tanich, ale na pewno dużo tańszych niż na Fiji czy Tahiti. Kempingów brak, a rozbijanie namiotów jest możliwe jedynie na bezludnych wysepkach. Na Tonga jest ich wiele, ale transport nawet na te najbliższe nie jest tani (np z Uoleva byłoby to ok 200 TOP). Na każdej turystycznej wyspie jest jednak kilka tańszych noclegów.
W centrum Nuku’alofa polecamy hostel Townhouse Backpackers (czysto, przyjemnie, bardzo miła właścicielka) za 25 TOP od osoby w dormie lub z trochę wyższej półki Nerima Lodge, pensjonacik ze śniadaniem za 85TOP za dwuosobowy pokój ( cena po wynegocjowanej zniżce).

Na Vava’u, w mieście polecano nam Port of Refuge, prowadzony przez męża właścicielki Townhouse Backpackers. Słyszeliśmy o nim dużo dobrego, ale ostatecznie ulokowaliśmy się w wiosce pół godziny jazdy od miasta, w Lucky Beach. Miejsce należy do pary Amerykanów, którzy miedzy innymi mają tradycyjne fale za 85 TOP ( śliczny domek zbudowany w całości z plecionych mat).

Vava'u Lucky Beach

 

Na miejscu do dyspozycji są kajaki i jedynie rzut kamieniem jest do jednego z najlepszych na wyspach miejsc na snurkling: Japanese Coral Gardens. W dodatku właściciele za rozsądne pieniądze sprzedają świeżutkie steki z tuńczyka i mahimahi. Mniam! 🙂

Na Vava’u spędziliśmy też kilka dni na ślicznej wysepce Ofu, w Ofu Beatiful Island (80 TOP za dwuosobowy domek). Przesympatyczni mieszkańcy, kajaki i mała, bielutka plaża z palmami na wyłączność. Czego chcieć więcej?

image

 

Na archipelagu Ha’apai leniliśmy się na Uoleva, w Taiana’s Resort. Ciężko o bardziej mylną nazwę. Było to jedno z najbardziej podstawowych i najtańszych miejsc, w jakich byliśmy, ale chyba najpiękniejsze. Bielutka plaża wokół całej wyspy, na której całymi dniami można było nie spotkać ni żywej duszy mimo czterech innych “resortów” znajdujących się na wyspie. W Taiana można mieszkać w drewnianych, chatkach (w środku tylko materac na podłodze i moskitiera) za 45 TOP lub rozbić swój namiot za 20 TOP. Oczywiście wybraliśmy to drugie 🙂

Taiana Uoleva

Uoleva

 

Ostatnią odwiedzoną przez nas wyspą była Eua ( koło Tongatapu), gdzie wylądowaliśmy w miejscu również zwanym Taiana (40 TOP za dorm). Same domki były porządne, a lokalizacja najlepsza do eksplorowania parku narodowego, ale brak bieżącej uwody ( kwestia suszy) i jeszcze bardziej, dziwny charakter właścicielki działały nam troche na nerwy.

Taiana Eua

We wszystkich powyższych miejscach do dyspozycji gości była kuchnia. Na wyspę Ofu i Uoleva należy jednak przywieźć własne zapasy. W przypadku pozostałych lokalizacji (poza hostelami w centrum) również najlepiej zaopatrzyć się w głównym mieście. Małe wiejskie sklepiki dysponują zazwyczaj jedynie kilkoma konserwami, krakersami, makaronem i ryżem. W niedzielę jedynym otwartym przybytkiem będzie piekarnia ( tylko po południu), o ile macie szczęście i jest jakaś w okolicy 🙂

 

Jedzenie

Wyżywienie na Tonga również nie należy do najtańszych, ale dużo zaoszczędzimy sami gotując . W stolicy nie ma problemu. Tanie i smaczne obiady dostępne są u “Chińczyka” i nieco droższe, ale za to owoce morza, w kilku knajpach przy porcie. Fish and chips są znakomite. Podobnie ośmiorniczka w mleczku kokosowym.

image image

Na Ha’apai jest tylko jedna knajpa, słynna Mariners Cafe. Nie uwierzycie, ale prowadzi ją Polka Magda ze swoim tongijskim mężem 🙂
Niestety, tu podobnie jak na Vava’u ceny skutecznie nas odstraszyły. Knajpki istniejące wyłącznie dla garstki turystów nie mogą być tanie.

W większości miejsc gotowaliśmy więc sami z dostępnych lokalnie produktów, czyli głównie z makreli i tuńczyka w puszce, warzyw w puszce ( czasem świeżych gdy udało się dopaść targ) oraz bananów. Niezastąpione okazały się jak zwykle papaje uprawiane przez miejscowych i kokosy dostępne za darmo, prosto z palmy na każdej wyspie. Ryż gotowany w mleczku kokosowym, z wiórkami oraz świeżą papają lub ananasem z puszki, oczywiście popijany mleczkiem kokosowym, na stałe zagościł z naszym menu 🙂

Niestety wszystkie produkty są jeszcze droższe niż na Nowej Zelandii (gdzie już jest drogo), skąd najczęściej są importowane. Miejscowi żyją głównie z tego co sami złowią w morzu lub wyhodują, czyli z własnych poletek z warzywami oraz stadka świń, kur i czasem kóz.

image image

 

Co robić na Tonga?

Skoro już dojechaliśmy, mamy zapewniony dach nad głową i posiłki, pora zastanowić się co, po za plażowaniem, właściwie robić na wyspach…

 

Tongatapu i stolica Nuku’alofa

Na Tongatapu i w samym Nuku’alofa warto spędzić kilka dni aby poczuć klimat, przywyknąć do czasu tongijskiego, zjeść ośmiorniczkę koło portu i pójść w niedzielę do kilku kościołów aby posłuchać śpiewów. Poza pielgrzymką po świątyniach w niedzielę i tak niewiele więcej możemy zrobić. Jeśli nie jesteśmy akurat w nastroju kontemplacyjnym pozostaje wycieczka na pobliską wysepkę, Pangaimotu, gdzie do woli możemy plażować, snurklować przy zatopionym tuż przy brzegu stateczku, a w cenie 45 TOP dostaniemy pyszny obiad. Istnieje jednak spora szansa, że nie będziemy jedynymi białymi, którzy wpadli na ten plan i mała wysepka może się okazać trochę zatłoczona. Warto więc rozważyć wypad w trakcie tygodnia.

Pangaimotu

Uwaga! Tylko w niedzielę transport odbywa się kilka razy dziennie. W tygodniu łódka odpływa z targu rybnego o godz. 11.00, a wraca o 16.00. Chociaż nam udało się zostać dwie godzinki dłużej i mieć wysepkę prawie tylko dla siebie 🙂

Na Nuku’alofa możemy też zorganizować sobie wycieczkę wokół wyspy. Nie ma tu może wielkich atrakcji, ale warto pojechać na ładną plażę na zachodnim krańcu wyspy, przyjrzeć się blowhole’om, naturalnemu łukowi skalnemu, o który rozbijają się fale i kamiennemu trylitowi, który reklamowany jest jako tongijski Stonehenge ( tylko nie spodziewajcie się zbyt wiele). Tongijczycy lubią chwalić się również zabawnymi fishing pigs, świniami wyjadającymi na plażach małże podczas odpływu, oraz flying foxes, czyli ogromnymi nietoperzami ( na szczęście wegetarianami).

Fishing pigs Blowhole Tonga Trylit Tonga

 

Dzień warto zakończyć w Oholei Beach, gdzie trzy razy w tygodniu odbywa się kolacja złożona z tongijskich specjałów i pokaz tradycyjnego tańca (40 TOP lub 55 TOP z transportem). Jedzenie jest naprawdę dobre i można spróbować między innymi małży, ośmiornicy, w całości pieczonego prosiaka i morskich alg.

image

Sam pokaz nieco nas zaskoczył. Spodziewaliśmy się raczej kręcenia bioderkami w hawajskim stylu. Tymczasem taniec kobiet to głównie taniec dłoni. Nogi i większość ciała pozostają prawie nieruchome. Co ciekawe, ręce, dekolt i plecy tancerek wysmarowane są olejem kokosowym. W dobrym tonie jest docenienie ich kunsztu poprzez przyklejanie do ich ciał banknotów. Nam znacznie bardziej podobał się ekspresyjny taniec mężczyzn i show z ogniem na zakończenie.

Oholei image image

 

Archipelag Vava’u

Vava’u to archipelag kilkudziesięciu bardzo stłoczonych wysepek. Największą atrakcją jest tu więc żeglowanie między nimi i pływanie kajakiem. Przewodnik poleca również kilka jaskiń, do których można wpływać, ale nie zdecydowaliśmy się na dosyć drogą, zorganizowaną wycieczkę.

Zamiast tego wybraliśmy plażę na wysepce Ofu, snurklowanie tam i na Japanese Coral Gardens i wycieczki kajakiem. Według nas nienajgorszy sposób na spędzenie tygodnia 🙂

Ofu island image

 

Archipelag Ha’apai ( Lifuka i Uoleva)

Lifuka, główna wyspa archipelagu i jej stolica, Pangai to niezbyt ciekawe miejsce. Jedyną rozrywką, jaką udało nam się tu wymyślić było objechanie wyspy na rowerze. Bez rewelacji.
Za to sąsiednia Uoleva to zupełnie inna historia. Jak już wspominaliśmy powyżej, rajska plaża, dobry snurkling ( na drugim końcu wyspy w stosunku do Taiana, trzeba wypłynąć dość daleko od brzegu), no i pływanie oko w oko z wielorybami (o którym warto przeczytać w osobnym wpisie ) 🙂

Czego chcieć więcej?!

UolevaHumbaki Tonga image

 

Wyspa Eua

Eua to wysepka położona jakieś dwie godziny promem od Tongatapu. Przewodnik zachwala ją jako jedną z najstarszych wysp na Pacyfiku. Geolodzy byliby pewnie zachwyceni, nas bardziej interesuje fakt, że to jedyna zalesiona wyspa na Tonga. Daliśmy się skusić na opis wspaniałych szlaków w gęstym, tropikalnym lesie stanowiącym obecnie jeden z dwóch lądowych parków narodowych na wyspach. Cieszyliśmy się, że po tygodniach lenistwa, w końcu się trochę poruszamy.
No cóż, nie byliśmy przynajmniej jedynymi, którzy poczuli się oszukani. Sieć szlaków może kiedyś tu była, ale dawno zarosła. Jedyny, który pozostał w miarę widoczny, nie jest możliwy do odnalezienia bez lokalnego przewodnika ( jedyne 80 TOP za grupę). Co to, to nie, pomyśleliśmy i zdobyliśmy wskazówki jak po drodze się nie zgubić. Szlakiem można dojść do dwóch punktów widokowych, jaskini na klifie z przepięknym widokiem na morze i dwóch olbrzymich drzew dusicieli. Zwłaszcza te ostatnie są niesamowite i warte były zabawy w podchody, ale i tak poczuliśmy, że Eua jest nieco przereklamowana.

image image image

 

Dodatkowy niesmak wywołało spotkanie w lesie z miejscowymi, którzy zaoferowali nam kupno czegoś w worku: ” Do You want to buy koki?” Nie wiedzieliśmy czego dotyczy oferta póki nie zajrzeliśmy do środka. Duża, tęczowa, w dodatku endemiczna dla Eua papuga, patrzyła na nas smutno z dna worka. Zatrzęśliśmy się z oburzenia. Na nic zdały się jednak prośby o uwolnienie ptaka i tłumaczenia, że to park narodowy, że to co robią jest nielegalne i że turyści przyjeżdżają tu tylko po to żeby zobaczyć ten las i papugi właśnie. Wieśniacy niestety nie byli w stanie zrozumieć ani naszego angielskiego, ani tym bardziej długofalowych skutków ich kłusownictwa. Z Eua wyjeżdżaliśmy w nienajlepszych nastrojach.

Eua